Scratch Jam – relacja
Listopad 25, 2009 agu

W tym roku mamy wyjątkowy nieurodzaj jeśli chodzi o imprezy rozpoczynające sezon. Co prawda było ich już chyba z pińcet, ale dopiero Scratch Jam dał oficjalny sygnał, iż zbliża się zima i zmobilizował towarzystwo do przeproszenia się ze swoim sprzętem po letnim okresie wegetacji. Konkurs, jak wszyscy zapewne wiedzą, odbył się 21 listopada w Warszawie na terenie Yacht Klubu Polska. Za całe zamieszanie odpowiedzialne było zacne gremium kilku(nastu) osób, jednak szczególnie trzeba wymienić zasługi Wrony (Funwind, część snowboardowa) oraz Chestera (Nordica, część narciarska). Pojawiły się głosy, iż to bardzo dobrze, że w tym roku nie podjęliśmy się podobnej inicjatywy, gdyż jak przeczytałem na jednym z forów narciarskich – cytuję – „dobrze chociaż, że nie jest to organizowane przez tę pedaliadę ze snowtownu” (pozdro Dziuba!). Zatem tylko się cieszyć, bo zostalibyśmy zrugani za samą chęć zrobienia czegoś, a tak przynajmniej komu innemu się zbierze!

No dobrze, ale może o samych zawodach… Wrona i Chester mieli wyjątkowego pecha, który przejawiał się przede wszystkim tym, iż przez cały poprzedni tydzień padał w Warszawie deszcz, a temperatura nie chciała zejść poniżej 10 stopni Celsjusza. To sprawiło, iż śnieg na lodowisku topniał w błyskawicznym tempie, trzeba było ogarniać coś na szybko, a podczas zawodów było go na pewno mniej, niż organizatorzy zakładali. Kontynuując, miało to swój wpływ na set-up, ponieważ w pierwotnej wersji miały powstać dwa lajny – jeden z rurką i boxem, a drugi z łamanym boxem. Niestety udało się odpalić tylko ten pierwszy, co z kolei sprawiło, że do zjazdu były gigantyczne kolejki. Wszyscy bowiem byli spragnieni jakiejkolwiek rekreacji na jakimkolwiek śniegu i oprócz sporej porcji lokalesów zjechało się mnóstwo gości z Poldonu. I tak, przez weekend gościliśmy Nikosia Franczaka, Kasię Rusin i jeszcze kilka dziewczyn z Krakowa, raperów z Kielc, którzy przywieźli ze sobą rapera z Zakopanego (pozdro Pempek!), pana Pawła Trojanowskiego z Radomia, Tomka Wolickiego i Cybę z Katowic czy pana Marka Raubę z dalekiej północy. Wesołe narciuchy również dopisali z frekwencją, był Sebastian Litner, Marcin Pośpiech, Michał Orłowski, a nawet człowiek Cerata. Ostatecznie na liście startowej pojawiło się jakieś 50 nazwisk – trzydzieści kilka związanych ze snowboardem for life i kilku narciarskich dewiantów hehe.

Całe szczęście w piątek zaczęło się przejaśniać i sobota nie zaskoczyła nas deszczem, toteż zgodnie z planem, o godzinie 14, wystartował luźny jam. Wszyscy podeszli do tematu luźno, z uśmiechem, drop – wstępnie przewidziany dla max 7 osób – wytrzymywał natarcie z obu stron mniej więcej 15… Całość toczyła się w przyjemnej atmosferze, chłopcy i dziewczęta robili sobie sztuczki, fotografowie zdjęcia, a publika bujała się w rytm muzyki puszczanej przez DJ DEFa. Swoją drogą, frekwencja zaskoczyła chyba wszystkich, bo prowadzący imprezę Batman większość czasu spędził wydając polecenia na temat parkowania samochodów, zamiast relacjonowania tego, co działo się na hendrejlu. W tych trudnych momentach wspierał go nasz dzielny Mikołajek (pokuszę się o stwierdzenie – najlepszy komentator snowboardowy w okręgu warszawskim), który swoimi celnymi uwagami po raz kolejny zmusił publikę do płaczu ze śmiechu. Wracając jednak do tematu…. pojawiło się kilku wariatów, którzy usilnie próbowali zrobić sobie krzywdę. W tym miejscu należy wspomnieć o Oli von Engel, która miała problemy z dostosowaniem prędkości do rurki, ale to nie jest aż tak istotne, bo wiadomo przerwa długa i skillsy może nie do końca pozwalały na ogarnięcie z jakiej wysokości dropa należy ruszyć w kierunku hendrejla. Istotne natomiast jest to, iż Ola miała za swoimi plecami osobisty fanklub, który postarał się nawet o okolicznościowy transparent. Transparent, o którym mowa, miał jakieś 4m szerokości i widniał na nim napis „Kiedy Ola triki kręci, przeciwnicy tracą chęci!”… a że było to żałosne, to chyba dodawać nie trzeba? Z drugiej strony, kilku rajderów pokazało się z naprawdę dobrej strony. Jamaj pewnie ładował się na rejla z bs1 i cab1, Nikoś zrobił kilka dobrych sztuczek na switch, nasz najmłodszy skoczek Benji cisnął stylowego fronia, Marek Rauba i Palto mieli niezłe przejazdy, a Kasia Rusin jako jedyna dziewczyna poradziła sobie z przejazdem tyłem po rurce. Narciarze też dawali radę, zejścia 27 wchodziły na lajcie, były też jakieś switch-upy, generalnie w miarę wysoki poziom jak na początek sezonu.

Klasyfikację medalową przedstawię na końcu, natomiast teraz chciałbym jeszcze tylko dopowiedzieć o pechu organizatorów słów kilka. Otóż, jak powszechnie wiadomo, o tej porze roku o godzinie 16.30 robi się ciemno i trzeba odpalić światło. Wrona i Chester przygotowali się na tę okoliczność – wokół toru zjazdowego ustawiono piękne, żółte halogeny. Pojawił się jednak pewien niewielki problem z zasilaniem. Wszystko (djka, światło, mikrofony i tego typu historie) było podpięte pod jedno gniazdko, które oczywiście nie wytrzymywało i regularnie wyskakiwały bezpieczniki. Niestety, chłopcy nie mieli możliwości podłączenia się pod inne gniazdko z innego bezpiecznika, co nie wynikało z ich winy i niewiele mogli w tej kwestii zrobić, za co rzecz jasna przepraszają i obiecują poprawę na kolejnej edycji Scratch Jamu (gdyż taka ponoć się odbędzie).

Co by już nie przedłużać, Scratch Jam był imprezą naprawdę dobrą, a after party wręcz rewelacyjną! Właściwie, jedyne na co można narzekać, to kolejki do zjazdu, ale to akurat było do przewidzenia. Poza tym, chłopcy zasługują na słowa uznania, gdyż jako pierwsi i jedyni odważyli się zrobić prawdziwe rozpoczęcie sezonu zimowego, a nie jakąś tandetną potańcówkę w barze. W imieniu Wrony i Chestera chciałbym podziękować wszystkim za przybycie i dobrą zabawę, a sponsorom za wsparcie – Funwind, Burton, Billabong, Hangar, Nordica, Diil, Yacht Klub Polska.

Nie… Jednak muszę wspomnieć kilka słów o melanżu! Było świetnie! Wypiliśmy hektolitry wódy i w doskonałych humorach przejęliśmy parkiet w klubie Karmel. Generalnie skandal gonił skandal, że aż nie wypada o tym publicznie pisać. Wspomnę tylko, że Rokko wyrwał dupeczkę, ale tylko dlatego, że podczas zawodów jeździł w czarnych dresach, a nie w swoim klasycznym, beżowym uniformie :)

Na koniec wyniki:

Snowboard chłopcy:
1. Nikodem Franczak
2. Kuba Skrzypkowski aka Jamaj
3. Tomek Agnieszczak

Snowboard dziewczyny:
Kasia Rusin

Freeski chłopcy:
1. Sebastian Litner
2. Marcin Pośpiech
3. Michał Orłowski

Freeski dziewczyny:
Maria Strzelska

Fotografie popełnili Micos oraz Szymek.