Kwiecień 21, 2010 buczu
Co roku Polskę odwiedza co raz więcej ekip z zagranicy. Większość z nich obiera kierunek na Kraków, bądź Katowice czyli istne zagłębie railowe. Jednakże amerykańskie crew filmowe F.O.D.T. w poszukiwaniu nowych miejsc wybrało Warszawę. Chłopaki zjawili się na Okęciu 3 lutego w składzie : Cole Taylor (kamera) E-Stone (photo) i rajderzy Lucas Magoon Johnnie Paxson, Dylan Tomphson i Johny Lazz.
Jednak bez przygód się nie obeszło zarówno Paxson jak i Lazz stracili swój bagaż i na pierwsze dwa spoty zostali wyłączeni z gry. Chłopaki od razu oświadczyli, że szukają dużych i kreatywnych spotów, podczas naszego pierwszego objazdu po spotach zaskakiwała mnie wyobraźnia chłopaków czego nie zobaczyli to od razy zamieniali to w tor przeszkód – tu zrobimy walla, potem wyląduje na tym dachu, żeby wskoczyć na tego raila itd… . Na pierwszy ogień poszedł nowy jeszcze dziewiczy spot – prosty, stromy rail w dół z przejazdu kolejowego oraz znajdująca sie jakieś 5 m dalej prosta poręcz z dużym dropem na lądowaniu. Miało byś łatwo nie było na ten spot poświęciliśmy aż trzy dni i jednego raidera -najbardziej pechowy spot z jakim miałem styczność.
Pierwszego dnia skupiliśmy się na rurce w dół. Dylan w kilku próbach zrobił sw. fs. Nosegrind co w cale nie było łatwe ze względu na mega nachylenie i lądowanie, które kolana zapamiętają na długi czas. Potem przyszła kolej na Lazz’a tu również łatwo no nie było, młody wymyślił sobie, że zrobi sw.bs180 na 5-5. Prób nie jestem w stanie zliczyć ale na koniec siadło. Zdąrzyliśmy przygotować jeszcze najazdy na drugą przeszkodę i ruszyliśmy do domu na zasłużony odpoczynek.
Kolejny dzień miał należeć do Magoona i Paxona jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem.
W jednej z prób Johnnie zaciął krawędzią i spadł z 3-4 metrów na beton. W minute jego ręką zamieniła się w łapę niedźwiedzia. Jedyne co nam zostało to szybka podróż do szpitala. W tym momencie podzieliliśmy się na dwie grupy ja zostałem z Paxsonem,a reszta ruszyła do dalszej walki ze spotami. W szpitalu po naprawdę szybkich badaniach, padł wyrok złamanie 3 kości nadgarstka i przemieszczenie jednej, którą blokuję pracę całego stawu Johnnie musiał pozostać w szpitalu i czekać na narkozę i ponowne nastawienie kości. Po szybkim namyśle stwierdziłem, że jest już godzina 15 i zasługuję na śniadanie, w drodze do pobliskiej knajpy dostaje sms: ” YO were coming back dylan smashed his nose” czyli po śniadaniu, niestety musieliśmy udać się do innego szpitala z dyżurem laryngologicznym, na drugi koniec miasta, i tam tak łatwo już nie poszło 5 godzin na izbie przyjęć, przepychanki i prawie bójka z ochroniarzem konusem, tłumaczenie paniom w recepcji dlaczego ten pan (Dylan) ma takie dziwne buty istny szał. Na szczęście okazało się że nos nie jest poważnie złamany wystarczyło nastawić i nałożyć lekki opatrunek i po sprawie.
Bilans tego dnie zdecydowanie korzystny nie był 2 spoty i 2 rajderów z obrażeniami.
Dzień trzeci to powrót po raz kolejny na niebieską rurkę z dropem i próby Magoona, i wreszcie się udaje- boardslide i lądowanie z 4 metrowym dropem na beton. Szał i piski piątki po czym Lucas stwierdza, że w sumie to coś mu sie nie podoba i zaczynamy od nowa. Sprawa o tyle ciężka że do każdego triku potrzeba mnóstwa zespołowej pracy. Do nabierania prędkości na większość przeszkód używaliśmy Bunshe Bungee. Czyli oprócz rajdera i chłopaków z obsługi medialnej potrzeba było co najmniej 4 osób do naciągania liny – istna syzyfowa praca. Po kilku kolejnych próbach jednak się udaje i ruszamy dalej. Chłopaki po wyczerpującym dniu stwierdzili, że odpuszczają nocną jazdę i idą w kimę, Lucas i Lazz w melanż. Dla mnie to była najlepsza wiadomość jaką mogłem usłyszeć. Czym prędzej wróciłem do domu szczęśliwy że mogę odpocząć.
Dzień czwarty to walka z trzema spotami na warszawskim Bródnie, road gapem, duble kinkiem i filarami wiaduktu zamienionymi w coś na kształt cornera. Na pierwszy strzał poszły filary, znów katorżnicza walka z liną, znów wiele prób, ale w końcu siada ogromne olie to fakie w wykonaniu Lazziego. Potem przyszła kolej na doulbe kinka jeździł tylko Dylan ale za to jak tu obyło się bez wielu prób na początek 5-5 to sw5-5, potem 5-5 transfer 270 i na konie 5-5 pop 360 na 5-5 klasa pierwszy raz mogłem powiedzieć że się zajarałem chłopakami. Niestety ciemność i niechęć Cola do używania agregatu zmusiła na do odwrotu, przygotowaliśmy jeszcze tylko kicker i lądowanie na następny dzień dla Lucasa. I do baru, po chwili chłopcy robili już całkiem niezłe postępy i do chodzenia używali dwóch nóg i jednej ręki.
Dzięń piąty tej wycieczki był ostatnim dniem pobytu E-Stona, któremu bardzo zależało na jeszcze kilku zdjęciach, rankiem ruszyliśmy na przygotowany spot, tu lina bungee okazała się zbyt słabym urządzeniem do nabrania prędkości. Musieliśmy zrobić szybkie zakupy w pobliskim markecie w postaci 32 metrów liny, taki set wystarczył do nabrania odpowiedniej prędkości. Lucas posadził piękne bs. 180 przez drogę a właściwie jedną z nitek wjazdowych na wylotówkę z warszawy 10 metrów lotu i lądowanie na płaskim czyli to co Łukasz lubi najbardziej. Dzień zakończyliśmy kolejnym spot checkiem.
Ostatni dzień jazdy to aż 3 spoty – 2 łamane raile i łamany murek. Na pierwszego raila udali się wyłącznie Dylan i Cole, tak więc nie wiem co się działo dokładnie ale raczej bez szału chłopaki wrócili ze skwaszonymi minami. Potem przyszedł czas na łamany murek i walkę ze strażą miejską. Podczas tej naprawdę krótkiej sesji, zakończonej przez dwóch najbardziej prymitywnych przedstawicieli służb porządkowych jakich kiedykolwiek widziałem i słyszałem siadł naprawdę ładny boardslide Lucasa i sw.bs 5-5 pop 18 to 5-0 18 out Lazziego czyli było warto. Trzeci spot to po raz kolejny łamana poręcz z tym że z wielkim dropem zamiast schodów po drugiej stronie. Ten spot znów atakował tylko Dylan i posadził piękne sw.5-5 chyba w drugiej próbie. I na tym zakończyło się show F.O.D.T. w Warszawie. Lecz dostałem już od chłopaków maila że jeszcze tu wrócą.
txt: Boski Diego foto: Darek Orlicz www.darekorlicz.com












Juz wiem o co chodzi z tym agregatem… Oni kreca wszystko przy 60 klatkach na sekunde (z przeplotem) – nawet jesli to HD to czestotliwosc jak w NTSC a nasze agregaty pracuja z czestotliwoscia 55 HZ (PAL) wiec byloby zajebiste migotanie.
drugi kink prze miszcz
Dodaj komentarz!